Istnieją aktorzy co do których moja głęboko żywiona awersja osiągnęła taki punkt masy krytycznej, że dalej jest już tylko niezdrowa fascynacja i sadomasochistyczne uwielbienie xD więc dziś postanowiłam wyjść temu uczuciu na przeciw i wyznać: tak, uwielbiam nie cierpieć Hayden Christensen'a ! XD
Jakiś czas temu obejrzałam sobie „Jumper” i z czystym sumieniem nie mogę powiedzieć, że mi się 'nie podobał'. Wręcz śmiem twierdzić, że jego projekcja nie była katorgą ( sic! jak na film z Christensen'em to spory sukces ). Co prawda obejrzałam go raz i więcej raczej nie zamierzam, ale jako niezobowiązująca rozrywka na jeden wieczór może się sprawdzić. Zwłaszcza, że jest krótki, a gnająca na łeb na szyję akcja jeszcze to wrażenie potęguje.
Nie mogłam się powstrzymać przed choćby zerknięciem, ponieważ tematyka teleportacji jako takiej mnię od zawsze fascynuje x3 a to mniej więcej temat przewodni tego festyniarskiego fajerwerku ucieczek-pościgów-ucieczek i znowu pogoni xp które bardzo umownie można nazwać 'fabułą' :p
Dlaczego przetrwałam i nie zamknęłam oczu:
1.) Prolog jest bez Christensen'a, młodszą wersję jego postaci gra jakiś nieszkodliwy nastolatek.
2.) Christensen więc pojawia się niejako z zaskoczenia, nie dając widzowi szans na ucieczkę bo ten nieszczęsny, już zdążył się dostatecznie historią zaciekawić.
3.) Masa zdarzeń i efektów specjalnych skutecznie odwracających uwagę od Christensen'a.
4.) Leciutki wątek który na upartego można by z-slashować. I nie, nie mam tu na myśli Christensen'a z Samuel L. Jackson'em ! ( bozia broń! A Moce wszelakie dajta po łapie! tfu! ) ale postać Christensen'a i innego młodzieniaszka ( Jamie Bell = Billy Elliot w „Billy Elliot” xD ) z którym się uroczo czubią i nie lubią a który swoją sympatyczną obecnością skutecznie odwracał uwagę od Christensen'a ( tak, będę ten argument powtarzać, jest dość newralgicznie istoty dla kogoś kto jednak miłuje własną stabilność emocjonalno-psychiczną )
5.) I ostatni kontrapunkt choć nie najmniej ważny, Christensen wyjątkowo nie gryzł się z rolą a jego zwyczajowe niedopasowanie do niej jakoś specjalnie tutaj nie drażniło ponieważ grał matoła. Najwyraźniej jest do takich ról stworzony ( talent do nich musiał wyssać z emulsją do drewna czy czym tam go w dzieciństwie karmiono ) i na mój gust przy takowych powinien pozostać a wszelkich potężnych i mrocznych emo-chłopców pozostawić Pattinson'owi i jemu podobnym. Tak w ramach ukłonu dla ograniczonej wytrzymałości nerwów publiczności ( rym niezamierzony ale jak już się przypałętał to niech sobie będzie )
Co bardziej wrażliwi zapewne zdążyli wyłowić, że parę razy użyłam słów 'gra' i 'Christensen ' w jednym zdaniu ( no faktycznie... ho ho czyżby znowu bolała mnie głowa? ) otóż ciągłe używanie bardziej pasującego terminu 'stał na planie i wydawał dźwięki ustami' byłoby zbyt pracochłonne.
Zresztą owa 'gra' Christensen'a to w ogóle temat na osobną rozprawkę i zjawisko zaiste frapujące. Facet jest z drewna. Gdyby nie dokumenty które temu przeczą i zapewniają, że należy do ludzkiej rasy byłby żywą reklamą wysoko-precyzyjnej stolarki. Jego twarz jest tak plastyczna i pełna emocji niczym tafla szkła z huty pod Zrębowem.
Nie twierdzę, że facet ma uszkodzoną mimikę i nie jest w stanie się nią poprawnie posługiwać... ( dobra, właściwie to o tym właśnie posta piszę ale nie bądźmy tacy drobiazgowi xp ) może i jest, może nawet potrafi... w życiu prywatnym, bo na planie dzieje mu się z tą twarzą coś niedobrego i zmienia się ona w maskę.
Prawdopodobnie jest to faza jego aktorskiej bazy na którą nakłada te swoje odgrywane emocje w sposób dosyć randomowy. W scenach dramatycznych zachowuje spokój posągu by w zupełnie normalnej wyczyniać z ta swoją facjatą jakąś zawiłą akrobatykę za którą ludzkiemu oku nadążyć nie sposób.
Poza tym dysponuje on bardzo szczupłą ale jednak do perfekcji opanowaną galerią 'min okolicznościowych'.
Wyobrażam sobie, że działa to na zasadzie:
Christensen myśli sobie „Pokaż Gniew” a na ekranie wychodzi „Cierpię mam zatwardzenie”.
Idąc dalej:
„Pokaż Radość” = „Czuję ulgę zatwardzenie minęło”
„Pokaż Żal” = „Czuję że zatwardzenie zaraz wróci”
„Pokaż Strach” = „Czuję, że na to powracające zatwardzenie nic mi już nigdy nie pomoże”
„Pokaż Miłość” = „Pożądliwy Opos”
Ha! myśleliście już, że Christensen jest taki monotematyczny i wszystko kojarzy mu się z sensacjami gastrycznymi? Xp otóż nic bardziej mylnego! Szczytem jego aktorskiej wirtuozerii są wszelkie sceny miłosne kiedy to na jego masko-twarz wstępuje z triumfem i w pełnej glorii najstraszliwsze z straszliwych wcieleń: emocja pasji, miłości, lubieżności i czego tylko duch twój nie zapragnie, gargantuicznie przewspaniała mina której nie idzie inaczej zatytułować jak właśnie „Pożądliwy Opos” !
( jeśli ktoś kiedyś oglądał „Dzień Świstaka” [Kultowy! Polecam!] i pamięta minę Bill'a Murray'a parodiującego wyraz pyszczka tytułowego świstaka Phil'a – wie już jak rzeczony „Pożądliwy Opos” wygląda w dużym uproszczeniu. Zresztą ogólnie tego opisać się nie da, tego po prostu trzeba nie oglądać xp )
Jest taka scena miłosna w „Przebudzeniu” gdzie Christensen i Jessica Alba kotłują się w pościeli :
Oboje zachowali jeszcze strategiczną przyzwoitość pozostając w bieliźnie. Jemu kamera uparcie pokazuje tylko skołtuniony czubek głowy podczas gdy Alba wydaje odgłosy godowe Czapli Śniadej kiedy on obcałowuje jej anatomie gdzie popadnie.
I już samo to jest niezłym preludiom do grozy ale nic nie jest w stanie widza przygotować na moment gdy Alba artykułuje uprzejme zapytanie „Co robisz?” ( ktoś powinien biedaczce czasami przypominać, że ślepą grała tylko w „The Eye” a upośledzonej chyba nigdy ) na co nasz donżuan odpowiada coś idiotycznego w rodzaju 'zobaczysz' ( czy równie ciekawego ale jakie pytanie taka odpowiedź ) po czym nagle wydaje z siebie upiorny chichocik i unosi twarz ciskając w obiektyw swoją najlepszą wersję „Pożądliwego Oposa”, a widz podskakuje w fotelu, ma ochotę biec i barykadować się w piwnicy.
Tak potężnej i nieoczekiwanej dawki grozy próżno szukać nawet w najkrwawszych horrorach.
Ja w tym momencie co prawda nie pognałam do piwnicy barykadować się regałem podręcznym, za to dystyngowanym choć zwarzywszy na okoliczności nieco przyśpieszonym krokiem udałam się do kuchni robić herbatę ( Filmy oglądane na żywca w TV mają ten ogromny minus że ich nie można zastopować ) bowiem moja zdruzgotana psychika kategorycznie domagała się 'tutaj i teraz' sporej dawki Earl Grey'a.
Swoją drogą „Przebudzenie” to fenomen. Bowiem Christensen'owi powierzono tam rolę nieprzytomnego faceta... w brew pozorom rola ta jednak wcale nie była dla niego tak wymarzona jakby można oczekiwać. Wymagała bowiem subtelności, czyli tego mistycznego czegoś które niektórym aktorom mylnie kojarzy sie z nic nierobieniem a czasami brakiem makijażu.
Chociaż z drugiej strony ten film ogólnie był delikatnie mówiąc denny, nielogiczny, nudny, bzdurny i-co-tylko, więc może zatrudnianie lepszego aktora który siliłby się na emocjonalnie wywarzone niuanse zwyczajnie mijałoby się z celem marnotrawiąc jego cenny czas. Tak jak szkoda go marnować na oglądanie tego Dna.
Ale żeby nie być gołosłownym podam przykład tegoż potencjalnie genialnego ale jednak niedopasowania:
W większości ważnych scen widzimy Christensen'a pod narkozą ( tak, już wiemy dlaczego zatrudniono go do tej roli, jego nieruchoma masko-twarz nareszcie ma rację bytu, jest wprost idealna! W końcu gra nieprzytomnego gościa po całkiem sporej dawce prochów... ) gdy tymczasem o wciąż nieuśpionej świadomości ma nas przekonać jego dramatyczny głos z offu... i tutaj scenarzysta się przeliczył, błagalne wrzaski Christensen'a by go żywcem nie krojono ( np. dosłowne: 'nie, nie błagam!' ) brzmią niczym ubolewanie nad nieopatrznie upuszczonym na podłogę miś-żelkiem a nie jak przed-agonalny lament faceta któremu wyłamują żebra.
Do tej pory nie wiedziałam, że ktoś nawet głos może mieć TAK drewniany ( nawet Pinokio miałby tu większe pole do popisu ) ale na głosowej modulacji Christensen'a można by budować mosty zwodzone, o ile nie wypełni umeblowane Krakowskie Grody z uwzględnieniem praczek i kucharzy ( nawet najpotężniejszy Grud bez personelu to tylko kupa kamieni wypełniona bardzo brudnymi i głodnymi ludźmi )
Puentując: Christensen to aktor w typie bardzo Werterowskim, on gra widz cierpi.
Podział nie całkiem uczciwy ale biorąc pod uwagę, że po „Gwiezdnych Wojnach” widz powinien się czuć więcej jak ostrzeżony i nie narzekać gdy na własną nieodpowiedzialność utknie kiedyś w wielkiej ciemnej sali kinowej sam na sam z malowniczym wachlarzem emocji buchających znienacka z masko-twarzy Christensen'a.
Na pocieszenie: po takim przeżyciu zawsze jeszcze zostają człowiekowi środki nasenne i wiadro melisy.
- Location:CoJaTuRobie
- Mood:
cranky - Music:Shakira "She Wolf" XD + Shakira "La Loba" XD
Są filmy których oglądać się nie da, których oglądać nie należy i takie które w zasadzie można tylko po co? :p To ostatnie dotyczy wszelkiej maści odszczepieńców kina klasy „B” które dla usprawiedliwienie swojego istnienia nie są nawet zabawne :p
A co mnie napadło, żeby o tym nagle posta pisać? :p Prowokacja losu i dziwaczny splot zdarzeń XD nie dalej jak w zeszłą niedzielę uświadczyłam niewypowiedzianej radości z projekcji pewnego dzieła celuloidowej muzy :p ( nie mylić z celulitisem :p – słowa podobne ale dziesiąta muza z pewnością doceni różnice ;p )
Zachwyt mój był tak wielki, że we wtorek postanowiłam o nim wspomnieć w mailu do Mil :p ot ciekawostka :p los jednak z natury złośliwy, postanowił sobie dodatkowo zakpić i już w czwartek mnie tym filmem obdarował ponownie XD
Moja własna matka padła ofiarą Auchanowskiej propagandy i skuszona okładką przecudnej urody, nabyła film za skandalicznie kusicielską cenę 6 złotych xp
( słownie sześciu xp pf... i nie, niestety nie zastanowiła się dlaczego taki tani :p jest uzależniona od kupowania horrorów [ jeśli dodatkowo jest to horror po cenie promocyjnej to już w ogóle się temu oprzeć nie sposób XD ]
zresztą jak i reszta rodziny... mam podobnie ale przynajmniej nabywam wyłącznie produkcje azjatyckie xp [ mniejsza szansa na sparzenie :p ] brat zaś preferuje amerykańskie slashery i zombie :p... hym ale poza tym jesteśmy miłą rodziną :p )
Wracając do mojej bidnej nieświadomej podpuchy mamy latami pielęgnującej niesłabnące zamiłowaniem do zjawisk nadprzyrodzonych, duchów, nawiedzeń, opętań, wszelkiej maści kreatur nocy, mutantów, krokodyli gigantów, Frankensteinów, wampirów a zwłaszcza... no właśnie, wilkołaków.
Tak cóż, moja biedna mama ma ogromny sentyment do wilkołaków ( wiąże to się zapewne ogólnie z sentymentem do horrorów z lat 80/90'siątych, np.:
kiedy byłam mała uwielbiała mi koedukacyjne w formie 'kina familijnego' puszczać komediowy horrorek „Moja Mama Jest Wilkołakiem” z 1989 roku - w celu który pozostaje dla mnie po dziś dzień niezgłębiony XD
ale moi rodzice zawsze byli raczej dziwni :p np.: dopiero po latach dotarło do nich, że Obcy, Predator, Crittersy, Akira i Coś, to nie dobranocki, nie ważne czy występują w nich pluszaki czy nie XD ale było już za późno :p )
Dobrze, ale o jakim filmie tu w ogóle mowa? 'TO' zwie się „Zew Krwi” :p i dla zmyłki wabi ludzkość wampirzopodobnym plakatem + takoż okładką :
http://www.otofotki.pl/img9/obrazki/fe62
Rozbawia zwłaszcza zachęcający napis 'producentów Silent Hill' - tylko od kiedy to producenci posiadają jakąś artystyczną markę? :p ( pomijając Bessona i jego masowe Taxi i insze wybuchowe popłuczyny ). Mnie się zawsze wydawało, że największy wpływ na obraz ma reżyser ewentualnie scenarzysta :p ale cóż.
Czas na litanię :p jeśli już jesteśmy przy 'familijnym fantasy' xD owy "Zew Krwi" miał być rzekomo porażającym zmysły horrorem o wojnach krwiożerczych Wilkołaków... ( nie to nie jakaś zaginiona 4 część Underworlda xD )
Tyle, że fabuła popełniła rytualne seppuku jeszcze przed kastingiem :p Tymczasem ludzie od charakteryzacji poszaleli i podkradli kostiumy z Planety Małp by skrzyżować je z Mapetami :p dodając nieco muskułów i zębów XD tadam! Mamy tedy stado wściekłych wilkołaków XD
( SPOILER: podziemie dobrych wilkołaków chroni prawie-trzynastoletniego chłopca - wilkołaczego mesjasza XD który według mistycznej indiańskiej przepowiedni, ma z nich zdjąć klątwę w swoje trzynaste urodziny gdy na niebie wzejdzie czerwony księżyc XD
...a banda złych wilkołaków-harleyowców których szef wygląda jak Lorenzo Lamaz w „Renegacie” XD próbuje zabić chłopca wraz z jego matką, tanią podróbką Sarah Connor z „Terminatora” XD a w tle dramat rodzinny niczym z starogreckich oper mydlanych XD no bomba :p
Rzeczy które warto wiedzieć:
+ złym wilkołakom za GPS'a robi kruk... znaczy tfu myszołów :p
+ dobre wilkołaki na noc zakładają sobie kaftany bezpieczeństwa i zakuwają się w piwnicach xD
+ babcie wilkołaki noszą w torebkach shotguny XD
+ każdy wie, że śmierć przez postrzał w głowę boli jak cholera. Jeśli więc właśnie mają cię zastrzelić lepiej samemu wbić sobie nuż w oko :p [OMG]
+ nigdy nie ufaj ukrzyżowanej wilkołaczce nawet jeśli jest twoją córką xp
+ nigdy nie ufaj ukrzyżowanej wilkołaczce nawet jeśli jest twoją narzeczoną, a gdy ją mimo wszystko uwalniasz zwróć szczególną uwagę czy podczas zapewniania cię o swojej dozgonnej, nieprzemijającej miłości jako przecinka używa 'roar', jeśli dodatkowo na twój widok mimowolnie się oblizuje i cieknie jej ślina a ty ostatnio wcale tak dużo nie ćwiczyłeś = nie, to nie jest efekt Axe i tak, masz prawo być zaniepokojony.
+ jeśli twoja obstawa obiecuje cię chronić aż do śmierci po czym zostajesz sam gdy oni idą obstawiać każde możliwe wejście łącznie z klapką dla kota, znaczy że ich dobre chęci i IQ się nie pokrywają :p i lepiej zainwestuj w kolczatkę anty-ugryzieniową* xp
+ bo* wilkołak to prawie to samo co wampir ino mniej piękny za to gęściej owłosiony :p - oba rzucają się do gardła by pić krew! :p ale wilkołak robi to mniej elegancko, często chlapie na koszulę i siorbie :p )
Co prawda na forach znalazłam informacje, iż ten film to świadoma zabawa konwencjami i zamierzonym kiczem... Cudnie. Szkoda tylko, że przy tej całej radosnej żonglerce, najwyraźniej dobrze się bawili jedynie twórcy. Widz już nieco mniej... A podobnie wydumanym tłumaczeniem można by rozgrzeszyć każdy nudnawy gniot.
- Mood:
annoyed - Music:"Animal I Have Become" by Three Days Grace
